Ten post powstał w ramach akcji "Wehikuł Czasu" zapoczątkowanej przez
klub pisarski Tworzyciele!
Wspomnień czas!
„Zaczęłam pisać dwa lata temu.
Miałam wtedy testy gimnazjalne i chociaż aż tak się nie denerwowałam, nigdzie
nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Bałam
się piec, bo przypuszczałam, że w tym stanie prędzej puszczę dom z dymem niż
stworzę coś zjadliwego. Na żadnej książce nie mogłam skupić się dostatecznie
długo. Odpaliłam komputer, pobuszowałam po ulubionych stronach, ale i to stało
się nudne, więc w akcie desperacji włączyłam Worda i zaczęłam przyciskać
wszystkie klawisze naraz. Rzecz jasna wyszedł niezrozumiały bełkot, ale
wyłapałam słowo, które jako jedyne tworzyły coś czytelnego – „magja” . Nie
mając nic lepszego do roboty, zaczęłam pisać na ten temat i nawet się nie
obejrzałam, a już był wieczór, rodzice wołali mnie na wspólną kolację, zaś ja
byłam całkowicie rozluźniona. ”
Właśnie tak to przedstawiłam w
wywiadzie z Martą, ale co było dalej?
Kiedy zakończyłam moje pierwsze
opowiadanko, potrzebowałam opinii, więc zgłosiłam się do najbardziej walniętej klasowej
koleżanki, która pochłaniała książki fantasy z niemożliwą szybkością. Podałam
jej telefon na którym miałam wgrany plik, ona go otworzyła no i… duchowo nie
było jej przez kolejne pięć lekcji. Nic nie mówiła, nie komentowała, nie wydała
najmniejszego dźwięku, a gdy musiałyśmy iść do domu i zgłosiłam się po telefon,
ona spojrzała na mnie jak na kompletnie inną osobę. To było dość specyficzne
uczucie, ale cholernie miłe, ponieważ nikt wcześniej nie patrzył na mnie z taką
dumą – no, oprócz rodziny. Wyraziła swoje zdanie, które raczej nie zawierało
wiele krytyki, więc postanowiłam działać dalej, choć było to dość trudne,
zważywszy na mój brak wiary w siebie, który w tamtym czasie był wręcz chorobliwy.
Minęły dwa miesiące nim zdobyłam się na udostępnienie tekstu w Internecie.
Padło na portal chomikuj.pl gdzie, jak zauważyłam, było wiele osób, które także
dzieliły się swoimi dziełami. Gdy niektóre przeczytałam natychmiast chciałam
usunąć ten mój nieszczęsny pierwszy rozdział. Już weszłam na odpowiednią podstronę,
gdy zauważyłam dwa słowa - „1 komentarz”. Przeczytałam go, a zawierał on tak przyjemną treść, która składała się zarówno z pochwał jak i
krytyki, że coś we mnie urosło… To była iskra która zapaliła ogień Weny.
Pisałam więcej, szybciej, odważniej – zdobyłam czytelników, na których mogłam i
nadal mogę polegać. Odnalazłam się w tym i jestem z siebie niezaprzeczalnie
dumna, bo od zawsze chciałam tworzyć, pragnęłam mieć własna zdanie, które teraz
mogę przelewać na papier. Pisanie pokazało mi wolność i zmusiło do walki. Jest
moją „małą terapią” pomagającą mi zawierzyć w siebie.
_________________________________
Wbrew wszystkiemu kocham wracać do tych chwil, bo wtedy odnalazłam coś, co nadal mi towarzyszy i zdaje się być niezmienne.